limeryki

Buenos dias, Żyjątka, Wy Nie Moje!

No i jak? How you doing? Mam nadzieję, że jakoś wyrobicie się w tym okropnym kryzysie, który zaskoczył nas niczym zima drogowców.A przecież ekonomiści (np. Balcerowicz i Soros), co najmniej od roku ostrzegali, że ich zdaniem, miękkimi, cichymi krokami drapieżnej pantery zbliża się już nieuchronnie załamanie globalnej gospodarki. Nikt ich nie słuchał. W starożytnej Troi ludzie też zatykali uszy, gdy wróżka Kasandra wieszczyła zagładę miasta Priama. Fajnie żyje się w okresie koniunktury - obole i drachmy idą w górę, oprocentowanie pożyczek u lichwiarzy w dół. Kto by się przejmował nadpływającą rzekomo achajską flotą pod wodzą  Menelausa, rogatego jak koziorożec.
Z kryzysem było podobnie. Złotówka stała mocno tak jak strongmen Pudzianowski, a bezrobocie spadało na łeb na szyję. Ludzie kombinowali,
co by tu jeszcze wziąć na kredyt. Żyć nie umierać. A ten cały Balcerowicz niby odszedł, ale nie do końca - cały czas sieje defetyzm - monetarysta zakichany.

kryzys.jpgMonetarysta miał rację. Na spokojnych wodach dobrobytu pojawił się groźny wir. Wciąga wszystkich - bankierów, biznesmenów, hierarchów, polityków i nawet przestępców. Handel narkotykami i żywym towarem idzie coraz słabiej. Podobno dealerzy i alfonsi zamierzają zwrócić się do rządu o dofinansowanie. Popieram. Skoro można dofinansowywać jakieś niepotrzebne nikomu banki - warto byłoby sypnąć trochę grosza  tym, bez których trudno sobie wyobrazić naszą szarą egzystencję.
A co z nami - zwykłymi zjadaczami chleba powszechnego? Czasem tylko maźniętego jakimś masmixem czy odrobiną dżemu. Ja bym się
tym kryzysem w ogóle nie przejmował. Niech się nim martwią ci, którzy mają wiele do stracenia. W czasach koniunktury  bogacą się bogacze, oczywiście kosztem średniaków i biedaków. Ale uwaga! Podczas kryzysów jest dokładnie odwrotnie.. Ci, którzy mają kasę lub władzę - tracą majątki i stanowiska - natomiast tacy jak my, nie tracą, bo nie mają. Ja na pewno nie popełnię samobója skacząc z jakiegoś ohydnego wieżowca. To mnie mogą skoczyć - właściciele tych apartamentowców i biurowców. Bezrobocie mam w dupie - całe życie byłem bezrobotny, z wyjątkiem krótkiego epizodu w roli redaktora naczelnego umierających "Szpilek".
W czasach słusznych milicjanci, legitymujący mnie na ulicy, nazywali mnie często pasożytem, nie znajdując w moim wystrzępionym
dowodzie osobistym żadnej adnotacji o zatrudnieniu. Nic nie robię. Ważne jest tylko jedno: trzeba nie robić tego czego się nie lubi, a więc prawie wszystkiego, co mogą zaoferować urzędy pracy lub headhunters. Chyba lepiej nie pracować, niż codziennie zmuszać się do wykonywania znienawidzonej pracy.
Zapytacie:
- No dobrze. Ale skąd wziąć forsę na życie?
Nie wiem. To wasz problem. Ja sobie jakoś radzę, tylko nieznacznie forsa.jpgprzekraczając granice prawa. Oczywiście pieniądze nie leżą na ulicy. Z
wyjątkiem monet latają wokół nas targane wiatrem. Żeby złapać jakiś banknot o wysokim nominale, trzeba go capnąć, wykazując się refleksem. Powodzenia.
W ramach robienia tego, co lubię, piszę ostatnio limeryki. Takie klasyczne, a więc składające się z 5 linijek rymowanych według schematu: AABBA - rymami pełnymi bez asonansów.    W linijce zawsze musi być nazwa miejscowości. Co do treści - ma być nieprzyzwoita - ale dowcipna. Stworzenie dobrego limeryku w starym brytyjskim stylu nie jest łatwe. Moje młodzieńcze próby nie były udane i szczerze mówiąc zniechęcające.
      Raz tylko w starym SPATiFie, Irek  Iredyński, Wojtek Giełżyński (niech spoczywają w spokoju) i niżej podpisany wymyślili w pijanym
widzie coś naprawdę fajnego. Oto ten wierszyk, który (o ile pamiętam) powstał w 1972 - jakoś tak po wyjściu Irka z więzienia.
Aha, ze względu na wysoce nieprzyzwoite treści, zezwalam na lekturę tym osobom, które ukończyły 14 lat. Nie wiem, kto to sprawdzi, ale
fajnie jest wydać taki zakaz. Na tym chyba polega smak władzy.

Pewien stolarz - w miasteczku Sucha
Chuja miał na kształt obucha.
I czy wiarę nam dasz,
że ten kutas miał twarz
I uśmiechał się od ucha do ucha?

Ten limeryk jest, moim zdaniem, uroczo staroświecki. Zważywszy, że powstał w drugiej połowie ubiegłego stulecia, a także tysiąclecia, broni się całkiem nieźle, a stan upojenia alkoholowego, w jakim podczas aktu tworzenia znajdowali się autorzy, jest w ogóle niewidoczny.
Pozostałe 3 wierszyki powstały pierwszego dnia tegorocznej wiosny. Ku mojemu zdumieniu pisało mi się lekko, łatwo i przyjemnie. Jak widać
limeryki tworzy się o wiele lepiej w wieku dojrzałym, by nie powiedzieć podeszłym. Nie jest to forma dla gówniarzy. Oni niech sobie kombinują te swoje hip-hopy, podczas, gdy my będziemy poświęcać się formie o wiele bardziej skomplikowanej, wymagającej doświadczenia i erudycji.

Raz ksiądz - stary zbok w  Acapulco,
Gdy Indiańską kurewkę rżnął szpulką,
Tak się Boga przestraszył,
Że kuciapkę jej zaszył
I nazywał ją świętą Urszulką.

W powyższym wierszyku udało mi się wspiąć na szczyt formalny, tworząc limeryk jednozdaniowy. Niektórzy puryści uważają, że jednozdaniowość jest w prawdziwym takim brytyjskim absolutnie niezbędna. Wydaje mi się jednak, iż ten wymóg formalny nie jest już przestrzegany. Cóż tempora mutant et nos mutamus im illis - co do treści , powinna chyba uradować każde polskie , wierzące serce. Oto ksiądz pedofil porzuca złe nawyki i wstępuje na drogę poprawy.

- Rad jest Pan - radził Jarek z Krakowa
Gdy młódź cnotę do ślubu zachowa..
Wszak, gdy mądry senator
Pragnął nabyć wibrator,
W Media Markt go spotkała odmowa.

Na zarzut uprawiania krypto-reklamy odpowiem: to nie jest krypto-reklama, lecz całkiem normalna. Mam nadzieję, że wymienienie brandu znanej sieci handlowej, nie pozostanie bez nagrody. Każdą sumę przyjmę chętnie i wydam na dziewczynki, alkohol i używki, a więc kawę, herbatę i miętę.

Arcybiskup gdański - Leszek Głódź
Taką wielką do władzy ma chuć,
Że chcąc nie chcąc wciąż wierzę,
Iż zostanie Papieżem;
Chyba, żeby czymś smacznym go struć.

Jego Eminencję miałem przyjemność oglądać w akcji nad biesiadnym stołem i proszę mi wierzyć: wiem co piszę. Tak mi się przynajmniej wydaje

Brak komentarzy

Brak jeszcze komentarzy.

Zostaw komentarz