<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!-- generator="wordpress/2.1.3" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Zembaty</title>
	<link>http://www.maciejzembaty.pl</link>
	<description>autorski blog Macieja Zembatego, sztuka, polityka, aktualia</description>
	<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 15:09:24 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.1.3</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>kobiety artystów</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=94</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=94#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 05:07:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[BLOG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=94</guid>
		<description><![CDATA[
  Przepraszam Was bardzo&#160; moje drogie nietoperze,milczałem z wielu względów tj. choroba, promocja płyty „Wolność – znaczy Freedom”, która coraz bardziej się rozkręca i last but not least - sprawy osobiste. Mój starszy syn&#160; popełnił bowiem ostateczny błąd, zawierając związek małżeński i to w dodatku międzynarodowy. Ponieważ nie lubi on upubliczniania spraw prywatnych nic [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
  <p align="justify"><font size="2">Przepraszam Was bardzo&nbsp; moje drogie nietoperze,<br />milczałem z wielu względów tj. choroba, promocja płyty „Wolność – znaczy Freedom”, która coraz bardziej się rozkręca i last but not least - sprawy osobiste. Mój starszy syn&nbsp; popełnił bowiem ostateczny błąd, zawierając związek małżeński i to w dodatku międzynarodowy. Ponieważ nie lubi on upubliczniania spraw prywatnych nic więcej na ten temat nie napiszę dopóki młodzi&nbsp; nie powrócą z podróży poślubnej w okolice Wyszkowa. Jedno mogę przecież napisać. Otóż obaj moi synowie trzymają po dziś dzień bliski kontakt i naprawdę serdeczny z grupą przyjaciół, jaka ukonstytuowała się przed laty wokół nich w szkole podstawowej przy ul. Samarytanki na Zaciszu, gdzie kiedyś mieszkała moja rodzina -&nbsp; jeszcze w komplecie. Byłem naprawdę wzruszony, siedząc przy suto zastawionym stole z grupą ludzi, których jakoś tam pamiętałem jako 8 czy 10-cio letnich chłopców i dziewczynki w tym samym wieku. Oczywiście nie poznałbym tych ludzi na ulicy, bo trochę się zmienili. W przypadku dziewczyn na lepsze. Chłopcy wyłysieli, schudli lub utyli, a niektórzy nawet zrezygnowali z uczestnictwa w omawianym kręgu towarzyskim, szarpiąc się na linę, czyli popełniając samobójstwo. Chyba już kiedyś pisałem, iż pochwalam ten rodzaj odchodzenia. Wszakże wyłącznie wtedy, gdy wiemy już na pewno, że kostucha zapuka do naszych drzwi np. za 3 miesiące. Jeżeli kiedyś dowiem się z ust onkologa, że raczek nieboraczek już zagnieździł się już w moim starczym ciele, zapytam ordynatora ile czasu mi jeszcze zostało, ale nie do śmierci, lecz do momentu, gdy będę już musiał walczyć z bólem poprzez przyjmowanie otępiających środków na bazie opium.&nbsp; Wtedy wyjmę ze skrytki specyfik, który już od lat przechowuję na tę okazję i zacznę bawić się jak najlepiej już beż żadnych ograniczeń, starając się wydać wszystkie pieniądze i sprzedając wszystko co znajduje się w moim posiadaniu, a będzie przedstawiać jakąkolwiek wartość. I zaciągając jak największą ilość kredytów, których nikt już nie spłaci. Myślę, ze w&nbsp; morzu strat, jakie ponosi nasza rodząca się bankowość, strata jaką postaram się zapewnić przemknie właściwie niezauważona. Powiecie, że wśród czytelników tego blogu, mogą znajdować się jacyś bankowcy. Pewnie, na to właśnie liczę. Liczę także, może nazbyt optymistycznie, na inteligencję tych czytelników, bo przecież poprzez negatywny PR można osiągnąć znacznie więcej niż przez pozytywny. Myślę, że np. Bank Gospodarstwa Krewetkowego (w tej chwili go sobie wymyśliłem) będzie mógł zwiększyć swoje zasoby, skarżąc się publicznie na to, że musiał sfinansować ostatnie tygodnie życia i użycia znanego artysty. Zobaczymy. </font></p>
  <p align="justify"><font size="2">Wracając do wesela, jakie odbyło się w jednym z warszawskich parków w przytulnej i kameralnej oberży. Bez większych problemów udało mi się nawiązać z kolegami i koleżankami moich synów, dość bliski kontakt i zasypać tzw. przepaść pokoleniową. Okazało się, że słuchamy tej samej muzy, lubimy te same filmy i nie znosimy polskiej sceny politycznej, która nas mierzi i nudzi. Wypiliśmy trochę i muszę się pochwalić, że udało mi się doprowadzić ok. 20 osób do stanu już nie upojenia, ale wręcz kompletnego zatracenia alkoholowego. Mój wadowicki łeb, wciąż jeszcze bez większych trudności potrafi bez zakąski&nbsp; przyjmować pół litra na godzinę. I nawet po 2000cl nie bełkoczę, nie chwieję się na nogach i mogę prowadzić samochód, gdyby ktoś powierzył mi kluczyki. Było także co zajarać. Jednak paliliśmy niezabronione prawem specyfiki, lecz wciąż jeszcze nie znajdującą się na liście szałwię amerykańską, zapewniając sobie całkiem przyjemne halucynacje. <br />Śmieszą mnie niektórzy moraliści z prawej strony politycznej, walczący -niczym św. Jerzy ze smokiem - z poczciwymi konopiami, jednocześnie pochłaniający w sejmowych restauracjach i barach hektolitry alkoholu, który jest przecież narkotykiem o wiele bardziej niebezpiecznym i uzależniającym. Nie ukrywam mojego pesymizmu&nbsp; w sprawie zmiany obowiązującego prawa, które karze wsadzać do więzienia za jednego blanta czy pigułkę extasy. Ustawa nie zostanie poprawiona i będziemy dalej średniowiecznym skansenem w coraz bardziej nowoczesnej Europie. Na szczęście można absolutnie legalnie zapewnić sobie niezłą jazdę przy pomocy skórek od bananów, gałki muszkatołowej czy wreszcie cukru. Wystarczy nasypać na żarzący się czubek papierosa kilka kryształków i gdy zaczną się topić wciągnąć nosem dymek, który jako żywo przypomina doznanie towarzyszące paleniu kraka, choć trwa ono krócej i jest nieco słabsze. Mam nadzieję, że słowa te czytają wrogowie odmiennych stanów świadomości, czyli świadomości w ogóle i niedługo do laski sejmowej zostanie wniesiony projekt zakazu zażywania cukru w ogóle. </font></p>
  <p align="justify" style="MARGIN-RIGHT: 0px" dir="ltr"><font size="2">Jednym z chłopców obecnych na weselu był niejaki P. , który w wolnych chwilach, gdy nie musi zajmować się swoim sklepem internetowym, pisze epigramaty, które rozbawiły mnie do łez. Jeden z nich wykorzystałem już na estradzie podczas koncertu, promującego płytę „WzF”, który odbył się na zamku w Ostródzie. W pewnym momencie rozdarłem białą, frakową koszulkę, opinającą moją rozedmę i podając nazwisko autora - powiedziałem:<br />&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; „Włosy na klatce<br />&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Mam po matce”.<br />Zapadła cisza, którą po chwili przerwał sam wiceprezydent miasta - Olgierd, wybuchając śmiechem podchwyconym natychmiast przez mieszkańców miasta. Myślę, że w następnym blogu za zgodą autora ujawnię jego tożsamość. </font></p>
  <p align="justify"><font size="2">O ile mnie pamięć nie myli, rozmawiałem z Wami po raz ostatni po pogrzebie Zbigniewa Zapasiewicza. Dziś rozmawiam z Wami przed pogrzebem Zofii Komedowej -&nbsp;<img width="300" height="235" align="right" style="BORDER-BOTTOM: 0px solid; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-BOTTOM: 5px; MARGIN: 5px; PADDING-LEFT: 5px; PADDING-RIGHT: 5px; BORDER-TOP: 0px solid; BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-TOP: 5px" alt="zosia1.jpg" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/zosia1.jpg" complete="true" complete="true" /> wdowie po kompozytorze Krzysztofie Komedzie. Wspaniałym muzyku, który - jako jedyny do tej pory&nbsp; napisał kilka utworów, jakie już na zawsze weszły do kanonu evergreenów pop music. Kołysanka z „Dziecka Rosemary” czy ballada z „Noża w wodzie” i motywy z „Matni” i „Wstrętu” są znane każdemu, kto kiedykolwiek próbował grać czy śpiewać. Cenię wysoko takich kompozytorów jak Preisner, Lorenc czy Kilar. Żadnemu z nich nie udało się jednak, przynajmniej do tej pory, skomponować takich utworów jak Krzysztof. Wspiął się na szczyty swoich możliwości artystycznych dzięki kobiecie – Zosi, która potrafiła być prawdziwą towarzyszką życia artysty. Nie było to łatwe, ale nie będę opowiadał w tym miejscu żadnych anegdot, ani snuł własnych wspomnień. Nie ma Krzysztofa i nie ma już Zosi. Została muzyka, która będzie trwała zapewne równie długo co dzieła Mozarta czy Charlie Parkera. Wielka szkoda, że w nagłówkach fortepianówek, które za haniebnie wysoką cenę można kupić w naszych sklepach muzycznych, obok nazwisk kompozytorów i autorów tekstów, nie podaje się przynajmniej imion ich matek, żon czy kochanek. Tak było by uczciwie. <br />Sądzę więcej, że ZAiKS powinien honorować te kobiety częścią tantiem autorskich. <br />Żegnaj Zosiu.<br /></font></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=94</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Stasys powstańczy</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=93</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=93#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 10:55:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[BLOG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=93</guid>
		<description><![CDATA[
Moje drogie Weszki (oczywiście nie łonowe chyba, że któreś z Was by zapragnęło bym zwracał się doń właśnie w ten sposób)Bardzo zmęczony wróciłem z trasy koncertowej, która wymagała wyczerpującego przerzutu z Bielska Białej na Mazury, a konkretnie do miejscowości Ogródek pomiędzy Piszem a Orzyszem – miastem garnizonowym, słynącym wojskową placówką, która tylko pragnęła, żeby mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<div align="justify"><p>M<font size="2">oje drogie Weszki (oczywiście nie łonowe chyba, że któreś z Was by zapragnęło bym zwracał się doń właśnie w ten sposób)</font><br /><font size="2">Bardzo zmęczony wróciłem z trasy koncertowej, która wymagała wyczerpującego przerzutu z Bielska Białej na Mazury, a konkretnie do miejscowości Ogródek pomiędzy Piszem a Orzyszem – miastem garnizonowym, słynącym wojskową placówką, która tylko pragnęła, żeby mnie wciągnąć w swe szeregi. Udało mi się uniknąć tej opcji tylko dzięki żółtym papierom wystawionym mi naprędce przez wspaniałą doktor Zofię Kuratowską - późniejszą Panią marszałek w pierwszym tzw. parlamencie. Do dzisiaj w razie potrzeby mogę wyjąć żółte papiery i zrobić właściwie wszystko z mokrą robotą na zlecenie włącznie. To bardzo krzepiąca wiadomość, bo jest na tym świecie parę osób, które zamordowałbym z przyjemnością, gdyby tylko pozwolił mi na to mój kodeks, kurwa, etyczny wykluczający stosowanie przemocy.&nbsp; Kiedy z niejakim trudem, ze względu na Tour de Pologne, blokujący skutecznie dojazd do stolicy, udało nam się prześliznąć bocznymi drogami na Żoliborz, musiałem bardzo szybko udać się na pierwszą i mam nadzieję ostatnią wizytę w miejscu, gdzie normalnie wołami&nbsp; albo nawet bawołami nie dałbym się zaciągnąć. Niestety zobowiązania wobec Anety N. - laski, będącej konserwatorem zabytków przy prezydent Gronkiewicz-Walz sprawiły, że spóźniony zaledwie o kwadrans przybyłem na miejsce, gdzie odbywała się wystawa Stasysa Eidrigeviciusa. Z taką konserwator lepiej żyć dobrze, zwłaszcza jeżeli tak jak ja jest się już zabytkiem, któremu konserwacja by się przydała. Szczególnie wory pod oczami wyglądałyby o wiele lepiej po konserwacji. </font><br /><font size="2">Przed muzeum kłębił się tłum osób na próżno usiłujących wejść do środka na podstawie zaproszeń, jakie otrzymały przez Internet i same je sobie wydrukowały. Organizatorzy tego przybytku patriotyzmu i świętej miłości swojej ojczyzny wpuszczali na miejsce tylko tych, którzy mogli wylegitymować się prawdziwymi zaproszeniami wydanymi przez muzeum. Poza tym była jeszcze lista VIP’ów, na której znajdowało się, nie wiedzieć czemu, moje nazwisko. Wewnątrz odbywał się wernisaż, a raczej instalacja stworzona przez jednego z największych współczesnych artystów, uprawiającego multimedialne performance, w których cała przestrzeń jest zorganizowana&nbsp; w sposób odpowiadający dramaturgii instalacji. Goście wędrowali w górę i w dół przez cały ogromny obiekt prawie w ciemnościach, wypełnionych już to muzyką mechaniczną, już to żywą muzą, wykonywaną przez zainstalowanych pod sufitem artystów. Nie czułem się zbyt dobrze, bo tak naprawdę jestem niemal ślepy i powoli zamieniam się w José Feliciano. Nie widzę na jedno oko, a drugim dostrzegam tylko co ładniejsze foczki. Choć Natura obdarzyła mnie także uzdolnieniami plastycznymi, gdybym musiał dziś wybierać, zdecydowanie wolałbym zupełnie oślepnąć niż ogłuchnąć. Jeżeli tak się stanie: proszę bardzo. Będę musiał tylko szybko nauczyć się czytać Braila i nie sądzę, żebym musiał uczyć się zbyt długo. Kiedy po operacji siatkówki przez przeszło 3 miesiące żyłem w absolutnych ciemnościach – byłem zachwycony szybkością z jaką mój organizm kompensował utracony wzrok wzmocnieniem działania zmysłów, jakie miał do dyspozycji. Zmysł dotyku wyprzedzał pozostałe. Powiem tylko tyle, że seks ślepca jest fantastyczny. Ci, którzy widzą ,nie wiedzą, co można osiągnąć, mając 5 palców u rąk, nie wspominając o pozostałych przydatnych organach. Ale znowu, swoim zwyczajem, dokonałem daleko idącej dygresji.</font><br /><font size="2">Dygresja ta czemuś jednak służy, bo gdyby nie zmysł dotyku oraz zmysł orientacji w przestrzeni, zginąłbym już po kilku minutach wędrówki w niemal egipskich ciemnościach, z rzadka tylko oświetlanych reflektorami, oślepiającymi tylko do reszty, trochę sprawne moje lewe oko. A jednak, dzięki pomocy konserwator i innych ludzi dobrej woli, udało mi się nie spierdolić na dół i uniknąć zakończenia tego wcielenia w ostatnim miejscu, w jakim tego bym sobie&nbsp; życzył. Co pewien czas, nawet ja dostrzegałem fantastyczne fonogramy lub projekcje wideo zdjęć, przestawiających twarze młodziutkich powstańców warszawskich. Sytuacja była niesamowita, bo w pochodzie kroczącym znaczoną trasą, szli również i Ci, których twarze sprzed 65 lat, mogliśmy oglądać w instalacji. Przede mną szła łączniczka Alina Janowska – osoba, z którą czuję się emocjonalnie i zawodowo związany od 1965 roku. Alina jest do dzisiaj bardzo piękną Panią i choć jestem z nią na Ty, właściwie od początku znajomości, jest jedną z tych nielicznych kobiet, jakie jestem gotów tytułować w ten sposób, gdyż na to zasługują. Wreszcie dotarliśmy do celu. Ci z Was, którzy mieli okazję zwiedzać krakowski Wawel pamiętają oczywiście głowy w tzw. kasetonach, zdobiących sufit jednej z komnat zamku. Pomieszczenie nie powielało jednak tego wawelskiego motywu. Stanowiły one tylko oczywistą inspirację dla artysty, który swoje kasetony umieścił na dwóch przeciwległych ścianach. Nie było w nich jednak głów ludzi żywych, lecz fantastyczne maski pośmiertne tych samych młodych ludzi, których mogliśmy oglądać przedtem żywych, uśmiechniętych, walczących i umierających w walce. Myślę, że każdemu, który znał nazwiska, ten kluczowy element, musiał po prostu odebrać oddech. Prawdziwe piękno musi być porażające, więcej - przerażające. W ten sposób potrafili przerażać tylko najwięksi: Leonardo, Goya, Dali i wreszcie Picasso. Mógłbym także dorzucić kilka polskich nazwisk niektórych batalistów i artystów tj. Wyspiański, Linke czy Tomaszewski. </font><br /><font size="2">Potem wszystko toczyło się według mnie odrobinę za szybko. Małymi grupkami wchodziliśmy do ciasnej klatki szybkiej windy, którą zjechaliśmy na dół na wino i przekąski. Zawsze zdumiewała mnie tendencja,&nbsp; z jaką ludzie odreagowują głębokie emocje, pijąc i wpierdalając ponad miarę. I tutaj ja też niestety nie byłem wyjątkiem. Wpierdalałem i piłem ile wlezie, a powstańcze kanapki z kawiorem, szaszłyki, owoce i rewelacyjne słodycze smakowały mi tak bardzo, że tylko z najwyższym trudem pozwoliłem konserwator, by oderwała mnie od michy, bym mógł podejść do artysty i szczerze pogratulować mu czegoś, czego w muzeum patriotyzmu nie spodziewałem się absolutnie przeżyć. Tak naprawdę żałowałem tylko jednego, że instalacja nie została umieszczona w innym obiekcie np. w jakiejś hali fabrycznej lub po prostu w plenerze. Muzeum Powstania Warszawskiego jest miejscem artystycznie co najmniej wątpliwym. Są bowiem 2 rodzaje kiczu – ten cudowny, zachwycający dezynwolturą, łamiącą wszelkie zasady i reguły - oraz kicz głupi próbujący złamać to, co w prawdziwym kiczu jest najpiękniejsze. Doprawdy ten estetyczny horror na temat powstania mogli stworzyć tylko ludzie, którym stado słoni zdeptało nie tylko oczy, a także uszy i przede wszystkim mózgi. Ciekawe, czy Ci, pożal się boże, muzealnicy mają świadomość tego, co zrobili by ośmieszyć i zbrukać etos, który chcieli, chyba, upamiętnić. Wcinając kawior ujrzałem kątem oka dyrektora, którego trudno było nie zauważyć i nie usłyszeć, bo półtora metra ode mnie leżała na podłodze skrzynia, w której znajdował się powstańczy autentyczny Piat, czyli granatnik miotający pociski rakietowe, dość łatwo rozprawiające się z pancerzami niemieckich czołgów. W Wielkim Formacie przeczytałem wywiad z dyrektorem, w którym, nie zważając na wątpliwości dziennikarza, przeprowadzającego z nim tę rozmowę,&nbsp; szczycił się&nbsp; tym, że nawet małe dziecko może wziąć do ręki każdy egzemplarz broni sprzed 65 lat i nawet sobie z niej postrzelać oczywiście do wroga. Ukłoniłem się dyrektorowi, a on odkłonił mi się po czym kontynuował wyjaśnianie dalej jakiemuś obcokrajowcowi, w jaki sposób należy posługiwać się Piatem. Z ogromną wprawą, graniczącą z mistrzostwem, dyrektor położył sobie wyrzutnię załadowaną pociskiem przeciwpancernym na ramię i wymierzył w grupę gości, zapewne reprezentującą inną opcję polityczną. Niestety cudzoziemiec&nbsp; szybko przerwał dyrektorowi odpalenie wyrzutni:</font><br /><font size="2">-„Thank you sir” – powiedział stanowczo. </font><br /><font size="2">-„Welcome”- odpowiedział poprawnie dyrektor i odłożył Piata do skrzyni. Nie ukrywam, że przez chwilę pomyślałem i to zupełnie serio, by korzystając z okazji, wynieść z muzeum Piata, a także kilka błyskawic w celu wszczęcia kolejnego Powstania Warszawskiego dla uczczenia jego jakże okrągłej rocznicy. Że jednak konserwator nie chciała mi w tym pomóc, musiałem z żalem zrezygnować, choć wiedziałem dokąd udałbym się z Piatem i w co odpaliłbym rakietę. Pisząc tego bloga, żywię nie skłamaną nadzieję, że jego - co bardziej krewcy czytelnicy, wcielą mój pomysł w życie. Rozumiem artystę, który będąc po części Polakiem, a po części Litwinem, umieścił swoją instalację w miejscu, próbującym nieudolnie uczcić pamięć tych, którzy polegli w najbardziej bezsensownym wydarzeniu II Wojny Światowej. Ale - powtarzam wolałbym, by ta instalacja nie dotyczyła jednego powstania, ale wszelkich buntów i insurekcji, jakie zdarzyły się w krwawej historii ludzkości, by wspomnieć tylko powstanie berlińskie, Budapeszt, Grozny czy Teheran. Mam nadzieję, że wcześniej czy później, mieszkańcy i obywatele tych bohaterskich miast będą mogli przeżyć to, co wczoraj dzięki Stasysowi Eidrigeviciusowi stało się i moim udziałem. Dziękuję</font><br /><br /><font size="2">Podchorąży Maciej Zembaty</font></p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=93</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>najbliższe koncerty Maćka</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=92</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=92#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Jul 2009 14:22:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joe</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[aktualia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[
1.08. o godz. 18.00 Bielsko- Biała ( ul.Słowackiego 27)- koncert plenerowy- gościnnie wystąpi Marek Piekarczyk2.08. o godz. 20.00 Ogródek k/Orzysza w ramach &#34;Ogródków kulturalnych&#34;&#160;]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<p><span style="font-size: small;" class="Apple-style-span"><strong>1.08.</strong> o godz. <strong>18.00</strong> <strong>Bielsko- Biała</strong> ( ul.Słowackiego 27)- koncert plenerowy- gościnnie wystąpi Marek Piekarczyk</span></p><p><span style="font-size: small;" class="Apple-style-span"><strong>2.08. </strong>o godz. <strong>20.00 Ogródek</strong> k/Orzysza w ramach &quot;Ogródków kulturalnych&quot;&nbsp;</span></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=92</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Zapas</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=91</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=91#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 09:44:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[BLOG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=91</guid>
		<description><![CDATA[
Nigdy nie nazwałem go w ten sposób. Ksywy są dobre dla przestępców, a nie dla wielkich artystów. Myślę, że są wymyślane przez artystów podrzędnych, którzy inaczej nie mogliby nawet zbliżyć się na odległość rzutu kamieniem, do tych których obrażają. To stąd te wszystkie Łomy, Świdry czy właśnie Zapasy. Miałem 11 lat kiedy go pierwszy raz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<div align="justify"><font size="2">Nigdy nie nazwałem go w ten sposób. Ksywy są dobre dla przestępców, a nie dla wielkich artystów. Myślę, że są wymyślane przez artystów podrzędnych, którzy inaczej nie mogliby nawet zbliżyć się na odległość rzutu kamieniem, do tych których obrażają. To stąd te wszystkie Łomy, Świdry czy właśnie Zapasy. </font><br /><font size="2">Miałem 11 lat kiedy go pierwszy raz spotkałem. <img height="110" align="right" width="177" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/zapasiewicz_s.jpg" alt="zapasiewicz.jpg" style="border-style: solid; border-width: 0px; margin: 5px; padding: 5px;" />Jego siostra udzielała mi korepetycji domowych z matmy - przedmiotu, który szczerze nienawidziłem. Była także jedną z nauczycielek w Jedynce - słynnej żoliborskiej, czerwonej Jedynce, tej samej w której wkrótce narodzili się Walterowcy, a więc KOR, czyli wszystko co najlepsze lub najgorsze - niepotrzebne skreślić. Podkreślam fakt, że Pani Zapasiewicz nie była moją nauczycielką, kiedyś było po prostu nie do pomyślenia, żeby nauczycielka douczała swoich uczniów za kapuchę. Dziś, jak słyszę, jest to na porządku dziennym </font><br /><font size="2">.Tamtego popołudnia, młody aktor Teatru Rozmaitości, Zbigniew Zapasiewicz wtargnął jak krótka wiosenna burza do pokoju, w którym siostra usiłowała&nbsp; wyjaśnić pewnemu nieukowi czym jest delta. Nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi, cmoknął siostrę w policzek i poprosił, żeby zostawiła mu kolację w spiżarce, bo próba pewnie się przeciągnie. Napisałem w spiżarce, bo lodówek jeszcze nie było. Pojawiły się dopiero z&nbsp; wracającym&nbsp; do władzy&nbsp; Władysławem Gomułką. </font><br /><font size="2">Młody aktor&nbsp; wyjął&nbsp; jeszcze z pudełka&nbsp; leżącego na stole Giewonta (wtedy jeszcze wszyscy palili) i znikł. Siostra odprowadziła go wzrokiem. Potem spojrzała na mnie i widać było, że swego niesfornego brata po prostu ubóstwia. </font><br /><font size="2">- A co to za przedstawienie? - zapytałem nieśmiało</font><br /><font size="2">- &quot;Zielony balonik&quot;. Dużo piosenek i wierszy. Bardzo trudny spektakl.</font><br /><font size="2">- &quot;Inna znów dziewica była&quot; - zacząłem recytować – „a wołali ją Ludmiła. Mimo dość tłustego cielska była bardzo marzycielska&#8230;”</font><br /><font size="2">Źrenice Pani Zapasiewicz rozszerzyły się ze zdumienia.</font><br /><font size="2">- Maćku, Ty znasz &quot;Słówka&quot;?</font><br /><font size="2">- Od dziecka - powiedziałem z dumą.</font><br /><font size="2">- Będę musiała - stwierdziła nauczycielka, ale&nbsp; z wyraźnym rozbawieniem, porozmawiać na ten temat z Twoją mamą.</font><br /><font size="2">I chyba porozmawiała, bo podczas następnych korepetycji na stole czekało dwuosobowe zaproszenie na prasówkę - taką prapremierę przeznaczoną dla dziennikarzy i znajomych. Niektórzy twierdzą, że prasówki są o wiele lepsze niż premiery. Nie wiem, może i coś w tym jest, bo spięcie prawdziwego spektaklu bywa obezwładniające.</font><br /><font size="2">Byłem chyba najmłodszym widzem, a już na pewno jedynym dzieckiem na, co tu kryć, dość frywolnym przedstawieniu. Byłem w towarzystwie osoby dorosłej i mogli mi naskoczyć. Po drugim akcie poszliśmy z mamą&nbsp; (która wiedziała jak się zachować w każdej sytuacji) za kulisy do aktora, który nas zaprosił, żeby podziękować. Chyba było mu przyjemnie. W każdym razie, wiedząc już od siostry, że ciągnie mnie trochę w stronę sceny i konkursów recytatorskich, powiedział, już dokładnie nie pamiętam, coś takiego, że gdybym był mu potrzebny to jest do dyspozycji.</font><br /><font size="2">Rzeczywiście był. Do spotkania doszło po kilku latach, gdy szykowałem się do występu w finale Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, który miał się odbyć w Teatrze Kalambur we Wrocławiu. Spotkaliśmy się jednak nie u niego w domu, ale w szkole teatralnej, z którą już był związany. Repertuar miałem od czapy: fragment o Wicie Stwoszu Gałczyńskiego i scenę z wykonania egzekucji na prowokatorze z &quot;Pamiątki z celulozy&quot;.</font><br /><font size="2">- Kto ci to wybrał? - zapytał zapalając Wawela (nie wiem czy zauważyliście, że gatunek papierosów jakie pali bohater jest coraz lepszy).</font><br /><font size="2">- Ja sam</font><br /><font size="2">- Dlaczego?</font><br /><font size="2">- Bo lubię Gałczyńskiego, a do Wita Stwosza mam sentyment przez „Historię żółtej ciżemki”.</font><br /><font size="2">- Racja. Ty już jesteś filmowcem - powiedział nie bez ironii aktor, wiedząc, że przemazałem się przez plan Sylwestra Chęcińskiego. Nawiasem mówiąc w łódzkiej wytwórni jednocześnie trwały zdjęcia do filmu z udziałem Kaczyńskich.</font><font size="2"><img height="210" align="right" width="150" src="../wp-content/images/zapas.jpg" alt="zapas.jpg" style="border-style: solid; border-width: 0px; margin: 5px; padding: 5px;" /></font><br /><font size="2">- No dobrze rozumiem, ale ta proza?</font><br /><font size="2">- Lubię jak komuniści strzelają do siebie nawzajem.</font><br /><font size="2">Zapanowała cisza, po czym Zapasiewicz pokiwał głową i mruknął: &quot;kto by nie lubił&quot;.</font><br /><font size="2">Te wspomnienia mógłbym drogi Zbyszku, ciągnąć niemal do chwili obecnej i może kiedyś jeszcze to zrobię. Swoją drogą, gdyby wtedy w użyczonym gabinecie rektora PWST, którym wtedy był chyba jeszcze Zelwerowicz, ktoś mi powiedział, że za pewien czas będę reżyserował tego, kto dziś pomaga mi ustawić wiersz i prozę do konkursu, raczej puknął bym się w czoło. A jednak role w życiu zmieniają się tak jak role, które gramy w teatrze. I aktorzy wiedzą to lepiej niż inni.</font><br /></div><br /><div><br /></div>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=91</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>mój dziwny umysł</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=90</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=90#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Jun 2009 22:32:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joe</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[aktualia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=90</guid>
		<description><![CDATA[w szóstej Lampie wywiad z Maćkiem. Interesujący&#160;
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<font size="2">w szóstej Lampie wywiad z Maćkiem. Interesujący&nbsp;<img src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/lampa_6_63_2009.jpg" /></font>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=90</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Polityka&#8221;  o płycie</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=88</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=88#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Jun 2009 09:43:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joe</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[aktualia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=88</guid>
		<description><![CDATA[
&#34;To raczej eksplozja hipisowskiej wrażliwości z&#160;klimatami Cohena, Claptona czy Lou Reeda. Charakterystyczny, niedbały baryton Zembatego, który śpiewa między innymi własne wersje ballad Cohena, nie nadawałby się na wiec, ale też wolność rozumiana jest tu inaczej, niż rozumieją ją nasi zawodowi patrioci: to wolność egzystencjalna, osobista i&#160;anarchistyczna, czyli zupełna. I&#160;to jest naprawdę świetny pomysł na 20 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<span style="font-family: 'Geneva CE'; border-collapse: collapse; color: rgb(51, 51, 51); line-height: 20px;" class="Apple-style-span"></span><span style="font-size: small;" class="Apple-style-span"><em>&quot;To raczej eksplozja hipisowskiej wrażliwości z&nbsp;klimatami Cohena, Claptona czy Lou Reeda. Charakterystyczny, niedbały baryton Zembatego, który śpiewa między innymi własne wersje ballad Cohena, nie nadawałby się na wiec, ale też wolność rozumiana jest tu inaczej, niż rozumieją ją nasi zawodowi patrioci: to <a target="_blank" href="http://www.polityka.pl/zembaty-o-wolnosci/Lead53,957,292540,18/">wolność egzystencjalna, osobista i&nbsp;anarchistyczna</a>, czyli zupełna. I&nbsp;to jest naprawdę świetny pomysł na 20 rocznicę polskiej wolności.&quot;</em></span>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=88</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>szkoda, że cię wtedy nie było</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=89</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=89#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Jun 2009 09:49:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joe</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[aktualia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=89</guid>
		<description><![CDATA[

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<img height="337" width="450" style="border-style: solid; border-width: 0px; margin: 0px; padding: 5px;" alt="ZEMBATY, DĘBSKA, STGS 2 PARLAMENT  18.05.2009" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/k1.JPG" /><img height="337" width="450" style="border-style: solid; border-width: 0px; margin: 0px; padding: 5px;" alt="MAREK PIEKARCZYK PARLAMENNT 18.05.2009" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/k6.JPG" /><img height="337" width="450" style="border-style: solid; border-width: 0px; margin: 0px; padding: 5px;" alt="BŁAŻEJCZYK, DZIEKAN, DĘBSKA,KWIETNIEWSKA, PIEKARCZYK, ZEMBATY" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/k17.JPG" /><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=89</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>ECS Gdańsk - koncert w Parlamencie</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=87</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=87#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 May 2009 22:12:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>waldek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[aktualia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=87</guid>
		<description><![CDATA[
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<img src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/plakat.jpg" alt="plakat.jpg" align="baseline" width="480" height="647" style="padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-top-style: solid; border-right-style: solid; border-bottom-style: solid; border-left-style: solid; " />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=87</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Johnson, Putin  &#038; Co</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=86</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=86#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Mar 2009 21:04:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[BLOG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[
  Kochane Ścierwojadki,&#160;Zacząłem w ten sposób bo temat jest dość smutny. W ostatnich dniach umarły różne istoty ludzkie i nieludzkie drogie mojemu 64-letniemu sercu. Gdybym chciał je wszystkie wymienić, lista byłaby tak długa, że naprawdę obywatelce śmierć należałyby się serdeczne gratulacje. Kilka istot muszę jednak wymienić. Po pierwsze „Sosna” albo „Kiwi” albo po prostu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
  <p align="justify"><font size="2">Kochane Ścierwojadki,<br />&nbsp;<br />Zacząłem w ten sposób bo temat jest dość smutny. W ostatnich dniach umarły różne istoty ludzkie i nieludzkie drogie mojemu 64-letniemu sercu. Gdybym chciał je wszystkie wymienić, lista byłaby tak długa, że naprawdę obywatelce śmierć należałyby się serdeczne gratulacje. Kilka istot muszę jednak wymienić. Po pierwsze „Sosna” albo „Kiwi” albo po prostu dyrektor Sosnowski z Ministerstwa Kultury i Dziadostwa Narodowego, przyjaciel artystów. Człowiek charakteryzujący się tym, że nie miał ani jednego wroga. Nie zdarzyło się, żeby ktoś mówił o nim źle. Nie znaczy to, że nie było ludzi, którzy nie byli jego przyjaciółmi. Potrafili to jednak ukrywać, bo gdyby ujawnili się niebacznie ze swymi czarnymi uczuciami, mieliby przechlapane i to nie tylko w Polsce ale na całym świecie. Spędziłem z Jankiem wiele, mniej lub bardziej, szalonych nocy. Był nawet pewien czas, gdy u mnie pomieszkiwał i wtedy pokazałem mu, że bez wódki też można się bawić. Zaimponował mi wtedy swoją gotowością i otwartością na nieznane. Większość ludzi boi się śmiertelnie tego co znają tylko z opowieści dziwnej treści, dlatego a posteriori potępiają w czambuł tą całą wspaniałą sferę życia dla siebie niedostępną. Przegadaliśmy wiele godzin i był mi wtedy bliski jak brat , którego nie mam. Potem tak się jakoś zrobiło, że utraciłem z nim kontakt na wiele lat i dopiero na dwa dni przed jego podróżą na tamtą stronę, rozmawiałem z nim przez telefon i umówiliśmy się na spotkanie po tej stronie. Nie ma to najmniejszego znaczenia. Wiem, że tak czy siak spotkamy się na pewno. <br />Ela Dębska miała we Wrocławiu rottweilera o obscenicznym, dla znających langwydż ludzi, imieniu Johnson. Rottwieler nie zdawał sobie z tego sprawy. Nieświadom, że wszyscy wołają na niego po prostu „kutas”. Etymologia jest tak oczywista. Był taki prezydent „Johnson”, który istotnie był kutasem jakich mało. Prezydent Bush Jr. jest w porównaniu z nim zaledwie skurczonym penisem. Johnson – pies- bał się panicznie mojego głosu, który istotnie robi wrażenie raczej na samicach niż samcach. Dlatego ledwie się, będąc we Wrocławiu, odzywałem warczał i gotów był zrobić wszystko broniąc swoich <img style="BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-RIGHT: 5px; BORDER-TOP: 0px solid; PADDING-LEFT: 5px; PADDING-BOTTOM: 5px; MARGIN: 5px; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-TOP: 5px; BORDER-BOTTOM: 0px solid" height="182" alt="bpp.jpg" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/bpp.jpg" width="180" align="right" />bliskich przede mną. Ja nie bałem się go w ogóle, gdyż będąc zodiakalną „małpą” boję się tylko koni. Johnson, borykający się na stare lata z bólami w przeciążonych stawach i kręgosłupie, odszedł do krainy Wiecznych Łowów, a we Wrocławiu zastąpił go wspaniały szczeniak dorównujący wagą dorosłemu rottweilerowi. To jest taka rasa – <em>berneński pies pasterski</em>. Nie będę nawet próbował go opisać.&nbsp; Szczeniak, ze względu na niebezpieczeństwo złapania nosówki i innych chorób wieku szczenięcego, musi wciąż przebywać w domu, który nie jest duży. Ela i pozostali domownicy długo zastanawiali się nad wyborem odpowiedniego imienia. W końcu stanęło na Barack&#8217;u ale my (T.Klimonda i ja) tak długo nazywaliśmy w rozmowach olbrzymiego szczeniaka <strong>Putinem</strong>, że w końcu oczywiście nasza propozycja przeważyła. Sądzę, że obecny premier W. Putin nie powinien wytoczyć nikomu procesu o zniesławienie, gdyż z tego co słyszymy, jego imiennik jest tak sympatyczny, że premierowi Rosji PR’u na tym nie ubędzie , a wręcz przeciwnie. A prezydent Barack Obama będzie musiał obejść się smakiem, co oczywiście uczyni z charakterystycznym dla siebie wdziękiem.<br /><img style="BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-RIGHT: 5px; BORDER-TOP: 0px solid; PADDING-LEFT: 5px; PADDING-BOTTOM: 5px; MARGIN: 5px; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-TOP: 5px; BORDER-BOTTOM: 0px solid" height="163" alt="Hasz2.jpg" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/Hasz2.jpg" width="300" align="left" />Skoro jesteśmy już przy psach, które ostatnio odeszły. Skupię się w tej chwili na osobie mojego wielkiego przyjaciela, domowniku Joanny i Moniki Małachowskich z Trójmiasta, doga bordoskiego imieniem Haszysz. Imię to zostało potężnemu pieskowi nadane przez niżej podpisanego po to, by wyprowadzający go czasem na spacer – Waldek Banasik – mógł, gdy dog urwał się z uwięzi, wołać Haszysz, Haszysz, Haszysz..&nbsp; budząc zainteresowanie mieszkańców Wrzeszcza, a także miejscowej policji. Haszysz odszedł po krótkich ale ciężkich cierpieniach. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować Małachowskim i Waldkowi, za to że ukrywali to przede mną, wiedząc jak bardzo przeszkodziłoby mi to w pracy nad płytą „Wolność – znaczy Freedom”. Joanna i Monika mają już przywiezionego z innego miasta szczeniaka tej samej rasy. Ojcem chrzestnym szczeniaka, którego jeszcze nie&nbsp; <img style="BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-RIGHT: 5px; BORDER-TOP: 0px solid; PADDING-LEFT: 5px; PADDING-BOTTOM: 5px; MARGIN: 5px; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-TOP: 5px; BORDER-BOTTOM: 0px solid" height="240" alt="nepal_blog.JPG" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/nepal_blog.JPG" width="320" align="right" />widziałem, jestem znowu ja. Tym razem zdecydowałem&nbsp; na bardziej neutralne (dla amatorów) imię <strong>Nepal</strong>. Ci, którzy jak ja spędzili w tym królestwie trochę czasu wiedzą, że nie ma nic lepszego od produktu sprzedawanego tam po bardzo umiarkowanych cenach turystom. Jeśli nie wierzycie wsiądźcie do samolotu Warszawa – Delhi. Stamtąd przenieście się AIR India do Patny, gdzie z pewnością znajdziecie miejsce w lokalnych liniach lotniczych do Katmandu. Są to niewielkie linie , gdzie urocze stewardesy podają pasażerom nieograniczone ilości zmrożonego piwa w puszkach. Krótki spektakularny lot nam masywem Mont Everestu kończy się na lotnisku, położonym zaledwie o 10 minut jazdy tanią taryfą do np. Serinity Inn – taniego hoteliku o 5 minut piechotą do Dulbar Squer czy do słynnej Pig Avenue, gdzie naprawdę można za psi grosz (nie obrażając bohaterów tego blogu) kupić wszystko i jeszcze zostanie.<br />Mówiąc o ludziach, chciałbym przynajmniej wymienić Franka „Byka” Starowieyskiego i Maćka Małeckiego. Może jeszcze napiszę o nich coś więcej, póki co muszę jednak ze względów na coraz większą objętość tego blogu,&nbsp; skupić się na osobie prof. Wieczorkowskiego, którego pogrzeb odbędzie się jutro na Wojskowych Powązkach. Prof. Wieczorkowski był wybitnym językoznawcą, a jedynym studentem polonistyki, który nie uczęszczał na jego wybitne wykłady, byłem oczywiście ja. Pobiłem wszelkie rekordy absencji. Nie byłem na ani jednym wykładzie. Mój indeks podrzucali do podpisu moi koledzy i koleżanki zależnie od płci i preferencji profesora. Zawsze się udawało, aż w końcu trafiła kosa na kamień, którym okazał się prof. Wieczorkowski. Nie dość, że nie podpisał to jeszcze zarekwirował indeks i ku mojemu przerażeniu kilka dni później zostałem wezwany do jego gabinetu. Na uginających się nogach, z czołem zroszonym zimnym potem wszedłem do środka .Prof. wskazał mi krzesło i bez słowa wyciągnął w moim kierunku paczkę Carmenów. Dziś byłoby to nie do pomyślenia . Następnie przyjrzał mi się badawczo i zapytał czy w ogóle orientuję się o jaki przedmiot chodzi. Wyobraźcie sobie, że wiedziałem. Nie był to mój ulubiony przedmiot, lecz przerażająca gramatyka historyczna i jeszcze bardziej traumatyczny starocerkiewno-słowiański. Two in one . Moje wiadomości były bardziej niż skromne. Wiedziałem tylko, że pierwszym zarejestrowanym tekstem polskim, jest zdanie wypowiedziane przed wiekami przez jakiegoś pantoflarza do swojej żony: „<em>Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj</em>” czyli „<em>pozwól ja będę meł a ty sobie&nbsp; odpocznij</em>”. Poszedłem na całość i popisałem się przed profesorem znajomością tego tekstu. Naukowiec zaśmiał się ironicznie i rzekł :<br />-Pan jest jakimś muzykiem, prawda?<br />Potwierdziłem.<br />-Wie pan ja pracuję nad książką , która ma być kompendium gwar i dialektów polskich. <br />Zaciągnął się i kontynuował.<br />-Czy pan wie co to są Klezmerzy?<br />Wiedziałem. Choć prawdziwych Klezmerów Żydowskich wtedy w Polsce&nbsp; już nie było. Klezmerami nazywało się wszystkich muzyków, przeważnie podrzędniejszych.<br />-No właśnie- powiedział prof. Wieczorkiewicz.<br />-Ja nie mam odpowiednich znajomości. Jeżeli opracuje pan dla mnie słowniczek zawierający nazwy instrumentów oraz wyrażeń używanych przez tych ludzi to dam panu szansę.<br />Oczywiście się zgodziłem i ustaliliśmy termin. Wtedy pan Profesor złożył swój podpis w indeksie i powiedział:<br />- Jeżeli dobrze wywiążę się pan z tego zadania o egzamin może się pan nie obawiać.<br />Wywiązałem się z pomocą Namysłowskiego, Trzaskowskiego i innych przyjaciół muzyków. Zapisałem kilkadziesiąt stron. Mam dyplom magistra. Studia wyższe ukończyłem z oceną bardzo dobrą. I właściwie jestem z tego bardzo dumny. Byle kretyn umie zaryć i zdać, ale zdać nie mając pojęcia o przedmiocie mogą tylko ludzie inteligentni. I oczywiście tylko takie oceny mają jakąkolwiek wartość. Niechętni mi czytelnicy tego blogu powiedzą znowu,że się chwalę. I mają rację. Powodów do dumy mam jednak tak mało, że jak jakiś się znajdzie to nie mogę się powstrzymać. To tyle. <br />W następnym blogu będą kolejne limeryki. Nie chcę jednak zamieszczać ich dzisiaj, by nie psuć wymowy tego tekstu niewczesnymi żartami. Recuicestat in pace.</font></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=86</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>limeryki</title>
		<link>http://www.maciejzembaty.pl/?p=85</link>
		<comments>http://www.maciejzembaty.pl/?p=85#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 18:25:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[BLOG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejzembaty.pl/?p=85</guid>
		<description><![CDATA[
  Buenos dias, Żyjątka, Wy Nie Moje!
  No i jak? How you doing? Mam nadzieję, że jakoś wyrobicie się w tym okropnym kryzysie, który zaskoczył nas niczym zima drogowców.A przecież ekonomiści (np. Balcerowicz i Soros), co najmniej od roku ostrzegali, że ich zdaniem, miękkimi, cichymi krokami drapieżnej pantery zbliża się już nieuchronnie załamanie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
  <p align="justify"><font size="2">Buenos dias, Żyjątka, Wy Nie Moje!</font></p>
  <p><font size="2">No i jak? How you doing? Mam nadzieję, że jakoś wyrobicie się w tym okropnym kryzysie, który zaskoczył nas niczym zima drogowców.A przecież ekonomiści (np. Balcerowicz i Soros), co najmniej od roku ostrzegali, że ich zdaniem, miękkimi, cichymi krokami drapieżnej </font><font size="2">pantery zbliża się już nieuchronnie załamanie globalnej gospodarki. </font><font size="2">Nikt ich nie słuchał. W starożytnej Troi ludzie też zatykali uszy, gdy wróżka Kasandra wieszczyła zagładę miasta Priama. Fajnie żyje się w </font><font size="2">okresie koniunktury - obole i drachmy idą w górę, oprocentowanie pożyczek u lichwiarzy w dół. Kto by się przejmował nadpływającą rzekomo </font><font size="2">achajską flotą pod wodzą&nbsp; Menelausa, rogatego jak koziorożec. <br />Z kryzysem było podobnie. Złotówka stała mocno tak jak strongmen Pudzianowski, a bezrobocie spadało na łeb na szyję. Ludzie kombinowali, </font><font size="2">co by tu jeszcze wziąć na kredyt. Żyć nie umierać. A ten cały Balcerowicz niby odszedł, ale nie do końca - cały czas sieje defetyzm - </font><font size="2">monetarysta zakichany.</font></p>
  <p><font size="2"><img style="BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-RIGHT: 10px; BORDER-TOP: 0px solid; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-BOTTOM: 10px; MARGIN: 5px; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-TOP: 10px; BORDER-BOTTOM: 0px solid" height="184" alt="kryzys.jpg" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/kryzys.jpg" width="250" align="left" />Monetarysta miał rację. Na spokojnych wodach dobrobytu pojawił się groźny wir. Wciąga wszystkich - bankierów, biznesmenów, hierarchów, </font><font size="2">polityków i nawet przestępców. Handel narkotykami i żywym towarem idzie coraz słabiej. Podobno dealerzy i alfonsi zamierzają zwrócić się do </font><font size="2">rządu o dofinansowanie. Popieram. Skoro można dofinansowywać jakieś niepotrzebne nikomu banki - warto byłoby sypnąć trochę grosza&nbsp; tym, </font><font size="2">bez których trudno sobie wyobrazić naszą szarą egzystencję.<br />A co z nami - zwykłymi zjadaczami chleba powszechnego? Czasem tylko maźniętego jakimś masmixem czy odrobiną dżemu. Ja bym się </font><font size="2">tym kryzysem w ogóle nie przejmował. Niech się nim martwią ci, którzy mają wiele do stracenia. W czasach koniunktury&nbsp; bogacą się </font><font size="2">bogacze, oczywiście kosztem średniaków i biedaków. Ale uwaga! Podczas kryzysów jest dokładnie odwrotnie.. Ci, którzy mają kasę lub </font><font size="2">władzę - tracą majątki i stanowiska - natomiast tacy jak my, nie tracą, bo nie mają. Ja na pewno nie popełnię samobója skacząc z jakiegoś </font><font size="2">ohydnego wieżowca. To mnie mogą skoczyć - właściciele tych apartamentowców i biurowców. Bezrobocie mam w dupie - całe życie byłem </font><font size="2">bezrobotny, z wyjątkiem krótkiego epizodu w roli redaktora naczelnego umierających &quot;Szpilek&quot;.<br />W czasach słusznych milicjanci, legitymujący mnie na ulicy, nazywali mnie często pasożytem, nie znajdując w moim wystrzępionym </font><font size="2">dowodzie osobistym żadnej adnotacji o zatrudnieniu. Nic nie robię. Ważne jest tylko jedno: trzeba nie robić tego czego się nie lubi, a więc </font><font size="2">prawie wszystkiego, co mogą zaoferować urzędy pracy lub headhunters. Chyba lepiej nie pracować, niż codziennie zmuszać się do </font><font size="2">wykonywania znienawidzonej pracy.<br />Zapytacie:<br />- No dobrze. Ale skąd wziąć forsę na życie?<br />Nie wiem. To wasz problem. Ja sobie jakoś radzę, tylko nieznacznie <img style="BORDER-RIGHT: 0px solid; PADDING-RIGHT: 10px; BORDER-TOP: 0px solid; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-BOTTOM: 10px; MARGIN: 5px; BORDER-LEFT: 0px solid; PADDING-TOP: 10px; BORDER-BOTTOM: 0px solid" height="167" alt="forsa.jpg" src="http://comprint.cp2.win.pl/mz/wp-content/images/forsa.jpg" width="250" align="right" />przekraczając granice prawa. Oczywiście pieniądze nie leżą na ulicy. Z </font><font size="2">wyjątkiem monet latają wokół nas targane wiatrem. Żeby złapać jakiś banknot o wysokim nominale, trzeba go capnąć, wykazując się </font><font size="2">refleksem. Powodzenia.<br /></font><font size="2">W ramach robienia tego, co lubię, piszę ostatnio limeryki. Takie klasyczne, a więc składające się z 5 linijek rymowanych według schematu: </font><font size="2">AABBA - rymami pełnymi bez asonansów.&nbsp;&nbsp;&nbsp; W linijce zawsze musi być nazwa miejscowości. Co do treści - ma być nieprzyzwoita - ale </font><font size="2">dowcipna. Stworzenie dobrego limeryku w starym brytyjskim stylu nie jest łatwe. Moje młodzieńcze próby nie były udane i szczerze mówiąc </font><font size="2">zniechęcające.<br />&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Raz tylko w starym SPATiFie, Irek&nbsp; Iredyński, Wojtek Giełżyński (niech spoczywają w spokoju) i niżej podpisany wymyślili w pijanym </font><font size="2">widzie coś naprawdę fajnego. Oto ten wierszyk, który (o ile pamiętam) powstał w 1972 - jakoś tak po wyjściu Irka z więzienia.<br />Aha, ze względu na wysoce nieprzyzwoite treści, zezwalam na lekturę tym osobom, które ukończyły 14 lat. Nie wiem, kto to sprawdzi, ale </font><font size="2">fajnie jest wydać taki zakaz. Na tym chyba polega smak władzy.</font></p><blockquote dir="ltr" style="MARGIN-RIGHT: 0px">
    <p align="justify"><font size="2"><em>Pewien stolarz - w miasteczku Sucha<br />Chuja miał na kształt obucha.<br />I czy wiarę nam dasz,<br />że ten kutas miał twarz<br />I uśmiechał się od ucha do ucha?</em></font></p></blockquote>
  <p><font size="2">Ten limeryk jest, moim zdaniem, uroczo staroświecki. Zważywszy, że powstał w drugiej połowie ubiegłego stulecia, a także tysiąclecia, broni </font><font size="2">się całkiem nieźle, a stan upojenia alkoholowego, w jakim podczas aktu tworzenia znajdowali się autorzy, jest w ogóle niewidoczny.<br />Pozostałe 3 wierszyki powstały pierwszego dnia tegorocznej wiosny. Ku mojemu zdumieniu pisało mi się lekko, łatwo i przyjemnie. Jak widać </font><font size="2">limeryki tworzy się o wiele lepiej w wieku dojrzałym, by nie powiedzieć podeszłym. Nie jest to forma dla gówniarzy. Oni niech sobie kombinują </font><font size="2">te swoje hip-hopy, podczas, gdy my będziemy poświęcać się formie o wiele bardziej skomplikowanej, wymagającej doświadczenia i erudycji.</font></p><blockquote dir="ltr" style="MARGIN-RIGHT: 0px">
    <p><font size="2"><em>Raz ksiądz - stary zbok w&nbsp; Acapulco,<br />Gdy Indiańską kurewkę rżnął szpulką,<br />Tak się Boga przestraszył,<br />Że kuciapkę jej zaszył<br />I nazywał ją świętą Urszulką.</em></font></p></blockquote>
  <p align="justify"><font size="2">W powyższym wierszyku udało mi się wspiąć na szczyt formalny, tworząc limeryk jednozdaniowy. Niektórzy puryści uważają, że </font><font size="2">jednozdaniowość jest w prawdziwym takim brytyjskim absolutnie niezbędna. Wydaje mi się jednak, iż ten wymóg formalny nie jest już </font><font size="2">przestrzegany. Cóż tempora mutant et nos mutamus im illis - co do treści , powinna chyba uradować każde polskie , wierzące serce. Oto </font><font size="2">ksiądz pedofil porzuca złe nawyki i wstępuje na drogę poprawy.</font></p><blockquote dir="ltr" style="MARGIN-RIGHT: 0px">
    <p align="justify"><font size="2"><em>- Rad jest Pan - radził Jarek z Krakowa<br />Gdy młódź cnotę do ślubu zachowa..<br />Wszak, gdy mądry senator<br />Pragnął nabyć wibrator,<br />W Media Markt go spotkała odmowa.</em></font></p></blockquote>
  <p align="justify"><font size="2">Na zarzut uprawiania krypto-reklamy odpowiem: to nie jest krypto-reklama, lecz całkiem normalna. Mam nadzieję, że wymienienie brandu </font><font size="2">znanej sieci handlowej, nie pozostanie bez nagrody. Każdą sumę przyjmę chętnie i wydam na dziewczynki, alkohol i używki, a więc kawę, </font><font size="2">herbatę i miętę.</font></p><blockquote dir="ltr" style="MARGIN-RIGHT: 0px">
    <p style="DIRECTION: ltr" align="justify"><font size="2"><em>Arcybiskup gdański - Leszek Głódź<br />Taką wielką do władzy ma chuć,<br />Że chcąc nie chcąc wciąż wierzę,<br />Iż zostanie Papieżem;<br />Chyba, żeby czymś smacznym go struć.</em></font></p></blockquote>
  <p align="justify"><font size="2">Jego Eminencję miałem przyjemność oglądać w akcji nad biesiadnym stołem i proszę mi wierzyć: wiem co piszę. Tak mi się przynajmniej </font><font size="2">wydaje</font></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejzembaty.pl/?feed=rss2&amp;p=85</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
